Ogrody Brazylii
 
Po powrocie z "Ogrodów Brazylii"
 
W dniu 29 września bieżącego roku wróciłam z wyprawy do Brazylii i choć minęło już trochę czasu, to w głowie nadal kłębią się niezliczone obrazy, wrażenia i już wspomnienia z tej dalekiej i jakże fascynującej podróży!
Tak jak zapowiadał program wycieczki Brazylia to rzeczywiście kraj o wyjątkowej urodzie i wyjątkowych ludziach. Dane nam było się o tym przekonać. Ale zacznijmy od początku.
Nasze spotkanie na lotnisku w Warszawie: spojrzenia pełne zaciekawienia, kto ze znajomych z poprzednich wypraw jedzie, a kto wśród uczestników jest "nowy"? Jak zawsze podczas wyjazdów organizowanych przez Proeko, część uczestników znała się z poprzednich wyjazdów: do Francji, Anglii, RPA czy Chin. Poznanie naszego pilota, Pana Leszka (z urody przypominającego Latynosa). Wspólny przelot do Zurychu i tam długie oczekiwanie na lot do Sao Paulo. Podczas oczekiwania Pan Leszek od razu przystąpił do wprowadzania nas w klimaty brazylijskie. Omawiał z nami nie tylko program wyjazdu, ale również przekazał nam kilka podstawowych zwrotów po portugalsku użytecznych w życiu codziennym w Brazylii, jak również pokazał "magiczny gest" (wzniesiony do góry kciuk prawej dłoni), który załatwi polubownie wszelkie spory.
 
 
Dwunastogodzinna podróż przebiegła bardzo spokojnie. Mieszkaliśmy w Sao Paulo w hotelu sieci "Pestana", skąd przez dwa dni robiliśmy wyprawy , a to do centrum miasta, a to do przepięknych parków, których ukoronowaniem jest park Ibirapuera, o powierzchni około 2 km2. Trzeciego dnia przejazd do Halambry, miasta którego nazwa powstała z trzech słów: Holandia, Ameryka i Brazylia. Odbywały się tam właśnie targi Expoflora", prezentacja kwiatów, rękodzieła i towarów. Oprócz kwiatów zachwyciły nas również pokazy tańców regionalnych w wykonaniu zespołu młodzieżowego.
Następnego dnia czekała nas nie lada gratka - wyprawa do Wodospadów Iguassu, na granicy Argentyny, Brazylii i Paragwaju. Ten cud natury nie ma chyba sobie równych. Dla nas była to również atrakcja, gdyż czekał na nas rejs motorówkami do podnóża wodospadu. Przemoczeni, ale niezwykle szczęśliwi wróciliśmy do hotelu, by po krótkiej przerwie, wieczorem wybrać się na pokaz tańców latynoamerykańskich. Od tego dnia towarzyszył nam miejscowy przewodnik, Polak z pochodzenia, Pan Jerzy, który opowiadał ciekawe rzeczy o przyrodzie i gospodarce Brazylii i sąsiedniej Argentyny.
 
 
Następnego dnia tj. 5-tego dnia naszej wyprawy wyruszyliśmy w stronę granicy z Argentyną, by tam obejrzeć Wodospady z innej strony. Widok wodospadu o znamiennej nazwie "Diabelska Gardziel" zapiera dech, a wrażenie trudno opisać i trzeba to po prostu zobaczyć i przeżyć. Niewyobrażalna ilość wody spływająca do ogromnego akwenu, który wydaje się bez przerwy "gotować". Cudo! Po "diabelskich" wrażeniach przyrodniczych, jeszcze tylko zdjęcia w miejscu gdzie zbiegają się granice Brazylii, Paragwaju i Argentyny i przejazd na lotnisko skąd udajemy się do Rio de Janeiro.
W Rio zatrzymaliśmy się w ładnym hotelu "Ipanema" szczęśliwie usytuowanym przy handlowej ulicy z pięknymi sklepami, a jednocześnie niedaleko od pięknej plaży o tej samej nazwie. - według opinii naszego przewodnika w Rio, Pedro, znacznie ładniejszej od sławnej Copacabany. Otworzyły się przed nami bardzo miłe perspektywy spędzenia wieczorów na plaży - miejscu spotkań towarzyskich.
Nasza grupa bardzo się zżyła i zaprzyjaźniła w czym pomogły z pewnością wieczorne kolacje, wypad do dyskoteki i właśnie wizyty na plaży.
 
 
Przepiękne Rio podziwialiśmy z okien autokaru oraz podczas przejażdżki jeepami, kiedy podziwiać mogliśmy piękne dzielnice miasta, bujna roślinność oraz zachwycające widoki. Ukoronowaniem wrażeń był wjazd na górę Corocrado ze słynna figurą Chrystusa Odkupiciela. Szczęście nam dopisywało - pogoda była słoneczna co umożliwiło nam podziwianie całej panoramy miasta. Zaraz potem był wjazd kolejką linową na słynną "Głowę Cukru" i znowu przepiękne widoki na zatokę i miasto. Oczy się cieszyły, wokół błyskały flesze aparatów fotograficznych i pracowały kamery z cichym komentarzem filmujących. Każdy chciał zarejestrować te niezwykłe momenty, bo być może już więcej tego nie zobaczymy. Poza tym chcieliśmy, by nasi najbliżsi choć w części zobaczyli to, co my. Ale to nie koniec atrakcji VI - tego dnia wycieczki. Wieczorem czekał nas wspaniały pokaz samby i innych tańców latynoamerykańskich. Zupełnie nieoczekiwanie dla nas, również uczestnicy wyjazdu zostali zaproszenie do "występu". Prezenter przedstawiał po kolei wszystkich gości "Samba show" publiczności. Gdy przyszła kolej na Polskę na scenie znalazły się dwie osoby z naszej grupy i odśpiewały "Szła dzieweczka do laseczka". Na zakończenie niektórzy panowie zrobili sobie pamiątkowe zdjęcia z tancerkami samby w tradycyjnych strojach -oczywiście za zgodą, a nawet namową własnych żon-. Będzie co pokazywać wnukom! (Uwaga: Pozwolenie żon było, ale po powrocie do Polski okazało się, że narzeczona klienta na drugą grupą po zobaczeniu tych zdjęć z zazdrości nie pozwoliła mu jechać, ryzykując, że klient straci znaczną część zapłaty). Następny, VII- my z kolei dzień podróży upłynął pod znakiem urodzin jednego z naszych uczestników, Pana Zygmunta z Ustki. Urodziny świętowaliśmy w autokarze, a toastom i śpiewom nie było końca. Tego dnia narodziło się nasze radio "Brasiliana", a jego pomysłodawcą i animatorem był niezrównany Pan Wiesław z Olsztyna. Człowiek ogólnie uzdolniony, esteta, fotograf o artystycznej duszy. I tak od tej pory, aż do końca pobytu, bawił nas opracowanym "naprędce" programem ze skeczami, "Kącikiem niemłodej, ale doświadczonej lekarki", "Kącikiem weterynaryjnym", ogłoszeniami "nie sponsorowanymi". Program radia uświetniły występy zespołu wokalnego pod nazwą "Tył autokaru" i żartom nie było końca. Nawet nasi przewodnicy zgodnie orzekli, że nie spotkali tak zgranej i wesołej grupy. Trzeba powiedzieć, że w tej naszej społeczności wycieczkowej wyróżniały się pewne osoby i duety. I tak należy to wymienić: "dwie Renaty" ochrzczone mianem "papużek nierozłączek"; Wiesława, naszego radiowca; Pana Andrzeja z Kalisza, sponsora zrzutu batonów "Grześki"; Alojzego z Ewą, ciągle wesołych i serdecznych dla innych; Panią Basię z Gdyni dzielnie skaczącą do wód zatoki "Baja de Paraty" podczas rejsu szkunerem; Pana Andrzeja "napalonego" z nieodłącznym papierosem; Mariana, naszego podczaszego, jak również wykonawcę przyśpiewki o kamratach; Panią Olę pięknie śpiewającą, o góralu, co "se kupił jeża" i wreszcie Pana Zygmunta, hojnego sponsora uroczystości urodzinowej. Nie można zapomnieć również o Pani Danusi "doświadczonej" lekarce z Wrocławia, otaczającej nas opieką oraz jej koleżance Teresie, zapominającej o swoich torebkach i portfelach.

 
 
W dobrych nastrojach, zabawiani przez radio "Brasiliana", otaczani opieką lekarską, dotarliśmy do Guaritiby (55 km od Rio), gdzie zwiedzaliśmy posiadłość Roberta Burle Marxa z 3500 gatunkami roślin.
Dziewiątego dnia wyruszyliśmy do Paraty, ostatniego miejsca w Brazylii, w którym się zatrzymaliśmy. Niesamowite miasteczko o co najwyżej jednopiętrowych budynkach, senne i nieruchome w dzień, kolorowe, rozświetlone i tętniące życiem w nocy. Tam nie spałam do rana słuchając gwarnej ulicy rozbrzmiewającej koncertami samby i bossanowy tutejszych artystów. Miasteczko tak kolorowe jak z obrazów Fridy Kahlo. Nasz hotelik niezwykle uroczy, kolorowy z patio z basenem - miejscem wieczorno - nocnych spotkań przy lampce wina.
Żal było opuszczać to czarodziejskie miasto, żal wyjeżdżać! Pozostał pewien niedosyt: być może wyprawa była za krótka, a może po prostu trzeba tam powrócić. Jedno jest pewne: jeżeli powracać to z takim pilotem jak Pan Leszek, który umiał wszystko zręcznie powiązać, a przy tym wykazał anielską cierpliwość do niekończących się pytań.

 
A więc do zobaczenia na PROEKOWSKICH szlakach!
 
Gdynia, 06.października 2008.
 
Tekst i zdjęcia: Maria Mondalska
 
Copyright © 2008 Proeko Specjalistyczne Biuro Podrozy
proeko@proeko.com.pl | tel. (022) 637-50-81 do 83 | fax. (022) 637-50-80