|
Tegoroczna czerwcowa wyprawa po ogrodach Środkowej Anglii "przebiła" pod względem atrakcyjności wszystkie poprzednie wycieczki, nawet dawną, ale niezapomnianą Kornwalię. A to wszystko dzięki zaangażowaniu grupy osób, które bardzo profesjonalnie wybrały ogrody do zwiedzania. Po prostu lista ogrodów była świetna. Dominowały kameralne i śliczne ogrody o niewielkiej powierzchni, ale za to o tak skondensowanych detalach i kompozycji, że długo będziemy je pamiętać. Dla mnie szczególnie ważny jest Wollerton Old Hall Garden - niesamowicie piękny, jednej z najlepszych ogrodów angielskich, jakie kiedykolwiek widziałam. Podzielony na odrębne wnętrza ogrodowe perfekcyjnie obsadzone, z elementami wodnymi, altanami, wgłębnikami i ławkami wśród roślin i prześliczną ścieżką wśród ścielącej się kocimiętki - po prostu ogród-bajka.
Każdemu podobało się coś innego, jednym osobom kolekcje roślinne, innym róże w szkółce Austina, a jeszcze innym misterne bukszpanowe kompozycje. Wszystkich uczestników połączyła jedna wieź - pasja w uprawie własnego ogrodu i nie tylko, bowiem wśród uczestników nie zabrakło projektantów ogrodów i szkółkarzy, którym ten wyjazd był potrzebny także ze względów zawodowych.
Nasza grupa spotyka się cyklicznie, albo co roku, albo co kilka lat. To już taka ogrodowa, pozytywnie "zakręcona" rodzina, bo tak się czujemy. Gwarancją udanego wyjazdu była także Lucynka Śledziewska - nasze "guru" wśród przewodników. Po prostu z nią nie mogło się nie udać !
Lucynka zawsze czuwa, żeby nam niczego nie brakowało, pomaga w zakupach, doradza i trzeba przyznać, że sama powoli wciąga się w ogrodnictwo. To dobrze wróży dalszym wyjazdom. Nawet pogoda dostosowała się do nas i kiedy wysiadaliśmy - przestawał padać deszcz.
W tym roku oprócz długiej listy ogrodów, dodatkowo odwiedziliśmy duże sklepy ogrodnicze po drodze (bardzo atrakcyjny punkt programu), miasto Bourton (Wenecję krainy Cotswold), pierwszy na świecie żeliwny most Ironbridge na rzece Severn, miasto Szekspira Stradford, miasto Bath i Stonehenge - kamienne kręgi. No i nie sposób nie wspomnieć o bajkowych Cottage Garden - to także wartość dodana naszego tegorocznego wyjazdu.
Chciałabym także napisać, że część wycieczkowiczów urządzała wieczorne wyprawy do pubu, czy pamiętny, nocny spacer do Tesco- oczywiście udany. Ostatniego dnia, przed wylotem, aby nie marnować czasu, udaliśmy się nad Tamizę i obfotografowaliśmy wszystkie ładne ogródki po drodze. Powiem, że to był bardzo ekscytujący spacer.
Muszę także wspomnieć o naszym wspaniałym kierowcy autokaru (Rob), który podczas wysiadania uśmiechał się, podawał rękę paniom, a podczas naszego zwiedzania otwierał bagażnik i wystawiał nasze roślinki na światło słoneczne. Tego jeszcze nie było.
Przekonałam się już dawno, że Anglia wciąga, kto raz pojedzie - nie odmówi sobie następnego wyjazdu. Tylko, co się stanie jak już tych najpiękniejszych ogrodów zabraknie ?
Tekst: Danuta Młoźniak, Gardenarium, fotografie: uczestnicy wyjazdu.
|