Ogrody Szkocji
 
Wspomnienia z wycieczki ogrodowej do Szkocji (subiektywne bo moje!).
 
Jest 17 maj - przyjechałam pociągiem do Warszawy razem z koleżanką Jagodą. W drodze do taksówki witam się za znajomą z poprzednich wypraw, która mieszka koło Gdańska. Pakujemy się ze wszystkimi bagażami do jednej taksówki. Na lotnisku wylewnie witam się z Ewą, widzę Państwa z Wrześni i Marię z okolic Makowa Podhalańskiego. Trzeba będzie kupić małą flaszeczkę, aby się nie denerwować w samolocie.
 
 
Flaszeczka pomogła - przylatujemy do Glasgow. Poznajemy szkocką przewodniczkę - jest miła i podobna do naszych wyobrażeń o Szkotach. Pani Lucyna (pilotka grupy) przedstawia jej wstępnie nasze plany. Jedziemy do domu Mackintosha (tzw. „Mackintosh House”). Zrekonstruowano tu wnętrze domu architekta, zapełniając je oryginalnymi meblami, akwarelami i różnymi projektami. Ogród dość dziki, ale przytulny. Zaznaczam, iż jest to zdanie farmaceutki, a nie ogrodniczki. Jedziemy do hotelu, który okazuje się być bardzo blisko lotniska, stąd wielu uczestników obawia się hałasu. Nie trzeba się było martwić - szyby zostały specjalnie zmontowane, nie ma hałasu, tylko co kilka minut widać startujące samoloty.
Następnego dnia po śniadaniu wyjeżdżamy w kierunku Inverness zachodnim wybrzeżem. Jedziemy wzdłuż przepięknych jezior. Przystajemy po drodze przy malowniczych kolorowych domkach. Wspaniale utrzymane ogrody mimo surowego, chłodniejszego niż w Anglii klimatu. Przystajemy w lekkiej mgle przy drobno padającym deszczyku nad Loch Lamond, największym akwenem w Wielkiej Brytanii, pełnym ryb i wysp. Jedziemy do ogrodu Crarae. Wspaniałe rośliny, zarówno krzewy, jak i drobne kwiatki blue bells, malutkie mostki tak jak w Wielkiej Brytanii pokryte siatką, albo mają specjalne wyżłobienia, aby nikt przypadkiem nie doznał kontuzji. Przejazd przez historyczną dolinę Glencoe. Krajobrazy oszałamiające, zacina deszcz, niektórzy trochę przysypiają. Nie należę do nich, bo uwielbiam połączenie wody z górami.
 
 
Jedziemy zobaczyć ruiny zamku Urquhart. Pogoda jest nader nostalgiczna, z przelotnymi opadami. Przyjeżdżamy nad Loch Ness przy wspaniałej tęczy, ale potwora nie widzę...Wreszcie wydaje mi się, że widzę koniec jego ogona, ale nie mówię o tym koleżance. To ma być widok tylko dla mnie. Udajemy się do Inverness, typowo północnego miasta.
Po śniadaniu (następnego dnia) wybieramy się w kierunku Wester Ross. Zwiedzamy słynny kanion Corrieshalloch Gorge (ach te nazwy!). Deszcz cały czas pada, a my gęsiego idziemy do 50 metrowego wodospadu Measach. Po drodze trzeba przejść przez trzęsący się podwieszany most. (...). W drodze do Nairu mamy przystanek w pięknym, ale wietrznym miejscu. Droga się wije między górami, a morzem. Zwiedzamy osadę rybacką. Mamy jeszcze czas na wypad do Inverness. Urodziłam się na północy Polski, więc atmosfera tego z pozoru ponurego miasta jest mi bliska. Niegdyś stał tu zamek, w którym wg Szekspira Makbet zamordował Dunkana.
 
 
Następnego dnia rano udajemy się do zamku Blair- najnowszego zamku Szkocji. Część ogrodów jest nowoczesna, stosunkowo niedawno zaprojektowana, ale są też starsze części ogrodu i parku, co bardziej preferuję, a przede wszystkim typowa ławka z widokiem. Wnętrze zamku zapełnione pamiątkami rodzinnymi.
Tego dnia jeszcze zwiedzamy najmniejszą destylarnię whisky w Szkocji. Nazywa się Edradour. Oprowadza nas wysoki, bardzo miły i bardzo gruby ciemnowłosy Szkot w kilcie. Po degustacji i odpowiednim zaopatrzeniu się w butelki wychodzę ze sklepu z dużymi siatkami. Ciekawe, gdzie to zmieszczę.
Nocleg ma być w małym miasteczku pod Edynburgiem. Nazwa tak trudna do wymówienia, że nie pamiętam. Hotel wygodny - jedną z kelnerek jest jak zwykle Polka. Odpowiada mi szkocka kuchnia, pasuje do klimatu. Jemy dobrze przyrządzonego łososia.
Następnego dnia zwiedzamy Edynburg. Najpierw jedziemy do Ogrodów Królewskich. Pogoda jest piękna. Staram się przystawać tylko przy roślinach przykuwających moją uwagę np. kępka roślin twardych jak kamień. Poza tym raczej spaceruję dla nastroju i odpoczynku. Jest pięknie, tak jak się spodziewałam. Zawsze chciałam zobaczyć widok z góry na zatokę Firth of Farth i przejść się słynną Royal Mile! Widać szkocki parlament. Trochę inaczej go sobie wyobrażałam. Cieszę się, że idziemy do kaplicy Rosslyn. Mam okazję zobaczyć tajemnicze symbole i rozejrzeć się po okolicy. (...) Wracamy do Edynburga i fotografujemy wspaniałe mosty, robimy sobie wspólnie zdjęcia, a potem spacerujemy po Princess Street. Co to za piękne miasto! Ilu sławnych ludzi urodziło się tutaj!
 
 
Następnego dnia Pani Lucyna z naszym kierowcą Bobem załatwiają nam szybkie zwiedzanie Glasgow przed odlotem. Zwiedzamy budzącą respekt średniowieczną katedrę zbudowaną na grobie św. Mungo.
Na lotnisku mam przeboje z bagażem, ale dopłacam 12 funtów i odprawa jest załatwiona.
Trzeba wracać do pracy. Na lotnisku w Warszawie okropny upał.
 
Serdecznie pozdrawiam wszystkich uczestników z Panią Lucyną na czele!
 
Tekst: Róża Spryszyńska
Zdjęcia: Lucyna Grabowska
 
Wyjazdy incentive Szkocja
 
Copyright © 2008 Proeko Specjalistyczne Biuro Podrozy
proeko@proeko.com.pl | tel. (022) 637-50-81 do 83 | fax. (022) 637-50-80